Arthur Zheji, przyjaciel, który rozmawiał z Kosowem

Od: Baton Haxhiu Nie chcę tego pisać jako pomnik, bo Arthur Zheji nie uczestniczył w moich rytuałach. Był człowiekiem, który zawsze otwierał okna i wyznania, nawet gdy nie chodzili w linii prostej, ale mieli dziwne zakręty. Był wyjątkowy w swoim nacjonalizmie. Mam [...]
Od: Baton Haxhiu
Nie chcę tego pisać jako pomnik, bo Arthur Zheji nie uczestniczył w moich rytuałach. Był człowiekiem, który zawsze otwierał okna i wyznania, nawet gdy nie chodzili w linii prostej, ale mieli dziwne zakręty. Był wyjątkowy w swoim nacjonalizmie.
Po raz pierwszy spotkałem go w Rzymie w 1992 roku, na konwencji Partii Radykalnej.
Komunikowaliśmy się przez telefon przez dwa lata z tym zmęczonym internetem czasu, ale tam właśnie szukaliśmy.
Delegacja Kosowa zażądała rezolucji w sprawie niepodległości w czasie, gdy nikt nie mógł otwarcie wypowiedzieć tego słowa.
George i Edi Rama napisali tekst po włosku i z pomocą Marco Panelli rezolucja stała się oficjalnym dokumentem.
Zhei pasjonował się tą sprawą, jak duchowy dług pochodzący od jego matki, Besy i Petro Zajita, które w Kosowie były znanymi nazwami.
W latach wojny spędziliśmy wiele godzin w Macedonii, na spotkaniach z przywódcami KLA, z Arbenem Xhaferinem z Menduh Thaci.
Uważał wojnę nie za kronika, ale za uczestnika. Pisał z pasją wojownika.
Po wejściu żołnierzy NATO, dołączył do mnie w Kosowie, został na kilka tygodni i spisał wszystkie spalone znaki, wszystkie rany, które pozostała Serbia.
Tam widziałem bardziej wyraźnie, kim on był - dziennikarzem, który nie był w pokoju, ponieważ robił swój własny dramat z ludźmi.
W Albanii była ciepła przyjaźń z Fatosem Nano i utrzymywała Ramę jako przyjaciela, nie wchodząc nigdy w politykę.
Prowadzi publiczną telewizję, programy, analizy. Zrobił wiele gorliwych rzeczy, ale nigdy nie znalazł swojego długiego spokoju.
Został złapany w pasji do pisania, rozmowy, debaty i więcej niż potrzebne jedzenie.
To było pragnienie, które wzrosło jako wewnętrzny rytm, być może, aby utrzymać pasję życia przy życiu.
Ale jego ciało nie nadążyło. Zignorował swoje zdrowie, nigdy nie ukłonił się regule cukrzycy, i w końcu przeniósł się do następnego śniegu.
Arthur Zheji był przyjacielem goryczy i pojednania, ale nigdy nie był zły. Zawsze pozostawał bramą, która wprowadziła mnie do jego Albanii, Kosowskiego spowiednika zaufania, którego nauczyła go matka i przyjaciela, który nie mógł oddzielić namiętności od życia.
Dziś, kiedy to pamiętam, nie pamiętam ani nie mam ostatniego pozdrowienia. Wygląda na to, że historia się nie kończy. Bo Raj nigdy nie zaakceptował zamknięcia.Peryskop/












