Od Albin Kurt do Sami Lushtaku: Historia języka, który produkował przemoc

Pisze: Baton Haxhiu
Zderzenie Sami Lushtaku i Hysni Mehan nie jest odosobnionym incydentem. Jest to wynik kultury politycznej zbudowanej przez lata z demonizacji, upokorzenia i nienawiści werbalnej.
W Skenderaju wszystko zaczęło się od zdania.
Status sieci społecznościowych. Brutalna wytwórnia. Porównanie tego, że Kosowo to nie tylko polityczna zniewaga, ale i szok tożsamości. Hysni Mehan nazwał byłego wojownika “Sami Serbia” W każdym innym kraju bałkańskim można by to uznać za polityczną banalną prowokację. Nie w Kosowie. W Kosowie moralny związek z Serbią nie jest tylko oskarżeniem. To wyjątek od zbiorowej historii wojny.
Następnie było to, co jest powszechne w społeczeństwach, gdzie temperatura języka wzrosła od lat.
Sami Lushtaku poszedł do niego. Nie było debaty publicznej. Nie było żadnego statusu. Miał gniew. Instynkt. I telefon w twojej ręce, który skończył jako szok. Potem przyszła policja. Oskarżenie. Kamery. Zeznania. Wszyscy mówili o występie. Niewiele mówiło o klimacie, który ją stworzył.
Bo prawdziwa przemoc rzadko zaczyna się pięściami. Zwykle zaczyna się od języka. Odczłowieczona. Z wyśmiewaniem. Publiczne upokorzenie. Z myślą, że ten drugi nie jest już politycznym przeciwnikiem, ale barierą moralną, którą trzeba wyeliminować z przestrzeni publicznej.
Kosowo żyje w tym klimacie od lat.
Właściwie, ta historia nie zaczyna się od Vetevendosje. Zaczyna się zaraz po wojnie. W wojna - rozdarty Kosowo, wypełniony broń, uraz i polityczny rywalizacja, zacząłem się kolejny wojna słowo.
Większość tego języka została wyprodukowana przez World Today. Gazeta z podłymi autorami w charakterze i pisanie z wrogim treści do życia w Kosowie. Od lat systematycznie demonstruje KLA i jego jednostki. Z codziennymi pismami, etykietami, insynuacjami kryminalnymi i językiem, który często nie jest krytyką polityczną, ale moralną delegacją wojny i jej figurami. W tych latach przeciwnik nie był tylko rywalem politycznym. Był zdrajcą. Przestępca. Ryzyko narodowe.
Potem przyszła reakcja.
Biuro Informacji Rządu Tymczasowego, prowadzone przez byłych więźniów politycznych i ludzi z nielegalnego świata oporu, uderzyło z taką samą surowością. Język stał się jeszcze cięższy. Najbardziej osobiste zarzuty. Największa publiczna nienawiść. To było pokolenie, które pochodziło z więzień politycznych, wojny i głębokiej pamięci konfliktu z częścią dziennikarzy i struktur blisko LDK.
I tam właśnie normalizacja brutalności werbalnej rozpoczęła się w powojennym Kosowie.
LDK z tych lat, poprzez gazety i ludzi wokół niego, często używał języka znacznie trudniejsze niż to, co jest dzisiaj przypisane Vetevendosje. Druga strona odpowiedziała tym samym nerwem wojennym. Nikt nie przestał pytać, co się dzieje z językiem publicznym Kosowa. Wszyscy uważali, że walka była moralna i że każde zdanie było uzasadnione w jego imieniu.
Potem przyszło kolejne pokolenie polityczne.
Vetevendosje nie wynalazł tego języka. Ale to go zmodernizowało. On to zorganizował. Zmienił się w mobilną moc. W tej chwili stał się przestępcą.
Ale ta kultura demonizacji nie oszczędziła nawet własnych ludzi Vetevendosje.
Albin Kurti był torturowany w serbskich więzieniach, a następnie uwalniany przez oficjalną amnestię reżimu Vojislava Kostunica, proces, który był wówczas wynikiem dużej międzynarodowej i publicznej presji albańskiej. Jednakże przez lata fakt ten był wykorzystywany do oznaczenia, że Serbia jest < x0 humanitarna”, jako podejrzana postać lub jako tajny projekt polityczny.
W stosunku do Vetevendosje wykorzystano również inne etykiety dla rodzin, powiązania ich ojców z żydowskim systemem komunistycznym lub bliskość instytucji w czasach Jugosławii i Serbii.
A tutaj widzimy w Kosowie polityczną tragedię językową. Że nikogo nie oszczędza. W pewnym momencie bojownicy KLA są demonizowani. W innym momencie demonizuje się byłych więźniów politycznych. Potem demonizuje się rodziny, biografie, tła i osobiste wspomnienia.
W pierwszych protestach, w symbolicznych stawkach, w starciach z policją, w retoryce przeciwko “państwu”, powstała idea, że im surowsze słowo, tym bardziej autentyczny był polityk.
Przeciwnik nie był już tylko demokratycznym rywalem. Był złodziejem. Handlarz państwowy. Współpracownik Serbii. Przestępca. W tym klimacie sieci społeczne stały się codziennymi sądami moralnymi.
Równolegle protesty zaczęły być bardziej agresywne. Kamienie dla instytucji. Walcz z policją. Gaz łzawiący w domu. Ataki stanowe. W pewnym momencie nawet pojazdy wybuchowe zbliżają się do Zgromadzenia Kosowa. Każda wymówka była taka sama: bunt przeciwko niesprawiedliwości.
Ale problem z populizmem werbalnym polega na tym, że nie postrzega języka jako odpowiedzialności. Widzisz to jako mobilizację. Im twardsze słowo, tym silniejszy tłum.
A kiedy tłum przyzwyczaja się do języka nienawiści, linia między słowem a czynem zaczyna znikać.
Słowo"x0"nie jest naiwną metaforą ludową. To dokładny opis działania zbiorowej psychologii. Słowo nie zabija cię natychmiast fizycznie, ale tworzy klimat, w którym nienawiść i przemoc zaczynają wydawać się normalne.
Dlatego też sprawa Scytherighta nie może być postrzegana jako odosobniony przypadek. Agresywna reakcja Sami Lushtaku nie może być uzasadniona w demokratycznym społeczeństwie. Ale tak samo niebezpieczne jest zachowanie się, jakby eksplodował w próżnię moralną, bez lat demonizacji, bez lat, w których ludzie byli traktowani jak zło absolutne.
Ponieważ nikt nie może powiedzieć z absolutną pewnością, że zdanie automatycznie tworzy akt. Ale ta sama prawda jest taka, że stały klimat demonizacji zmniejsza psychologiczny próg przemocy.
Może to największa tragedia powojennego Kosowa. Ta werbalna przemoc była postrzegana jako normalna część polityki. Pierwszy w gazetach. Potem w telewizji. Potem w parlamencie. Potem portale społecznościowe. Aż pewnego dnia, w małym miasteczku jak Skenderaj, status zamienił się w cios.
Może to część, której Prisztina często nie rozumie.
W Prisztinie język polityczny jest często traktowany jako performance. Jako status. Jak cynizm. Jak na ironię. Jak gra w nerw telewizyjny albo sieć społecznościowa. Ale w Drenicy, Dukagjin, Gjakovie, a zwłaszcza w Decani, słowo ma inną pamięć. Jest jeszcze jedno ciało. Jest kolejna rana.
W latach 1997-2000 niemal każdy dom w Drenicy został spalony lub dotknięty przemocą Serbów. To brutalne. Każda rodzina miała martwego człowieka, zaginionego, tortury, zbiega, spalone zdjęcie, ścianę spaloną przez płomień. W tych miejscach historia nie jest zachowana w książkach. Zostań na ścianach. W ciszy. Buźka.
Dlatego też używanie dzisiejszego języka demonizacji przeciwko bojownikom w tych przestrzeniach i nie rozumienie jego wagi oznacza, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że dotyka ona samej pamięci serbskiej przemocy. W tych krajach słowo to jest postrzegane nie tylko jako opinia polityczna. Może być postrzegana jako moralna kontynuacja tej przemocy.
Dlatego takie prowokacje w Drenicy, Dukagjin czy Gjakovie nie są czytane jako debaty telewizyjne Prisztina. Czytają inaczej. Gorzej. Bardziej osobiście. Bardziej fizycznie.
Prowokowanie ludzi takich jak Ramush Haradinaj, Sami Lushtaku, czy pokolenie wojowników Gjakova z językiem wpływającym na tożsamość wojny, nie zdając sobie sprawy z psychologii tych krajów, oznacza nie zdawanie sobie sprawy, jak cienka jest linia między przemocą słowną a reakcją fizyczną.
To nie usprawiedliwia przemocy. Ale to wyjaśnia niebezpieczeństwo.
Ponieważ historia Kosowa opiera się nie tylko na polityce. Jest zbudowany na traumie. A kiedy trauma spotyka się z językiem nienawiści, eksplozje nie są już tylko wypadkami. To ostrzeżenie.
I może dotyczy to najgłębszej plagi psychologicznej Kosowa: Serbii. I Vetevendosje populists również używać go z powodu < x0niedobór” patriotyczne, ponieważ jest to pokolenie polityczne, które nie produkować nic. Tylko Serbia i zdrajcy.
W Kosowie Serbia jest nie tylko państwem sąsiadującym. To przypomnienie o przemocy. To wojna. To strata. To zbiorowy strach. Z tego powodu język polityczny wobec Serbii nie funkcjonuje tak jak w normalnych europejskich demokracjach. Działa jako moralny instrument legitymacji.
Kiedy Serbia atakuje kogoś w Kosowie, często rośnie politycznie. Kiedy Serbia milczy o kimś, zaczynają się wątpliwości. A kiedy ktoś mówi ostrożnie, racjonalnie lub bez histerii dla Serbii, często natychmiast demonizuje jako podejrzliwy, łagodny lub blisko niego.
Dlatego patriotyzm jest często mierzony w Kosowie przez dotkliwość językową, a nie przez powagę polityki.
Największym paradoksem jest to, że często ludzie, którzy byli bliżej systemu jugosłowiańskiego, instytucji komunistycznych lub struktur czasowych, stają się najbardziej głośnymi w słownym patriotyzmie. Ponieważ agresywny patriotyzm jest również używany w społeczeństwach pokonfliktowych jako biografie. Im silniejsze jest patriotyczne słowo, tym bardziej przeszłość jest zakryta.
To nie jest tylko historia Kosowa. Kosowo nadal żyje na tym etapie.
Dlatego słowo “Serbia” w polityce Kosowa nie zawsze jest używane jako geopolityczna analiza. Jest często używany jako broń moralna. Jak wyciągnąć drugą z krajowej legitymacji. I tam zaczyna się niebezpieczeństwo.
Ponieważ kiedy patriotyzm jest mierzony tylko surowością języka, wtedy społeczeństwo zaczyna tracić zdolność do rozróżniania między pamięcią a nienawiścią, między ochroną historii a ciągłą produkcją nowych wrogów.
A potem status nie pozostaje już tylko statusem. Wyrok nie jest już sam. Zaczyna brać na siebie ciężar kolektywnego urazu.
Ona zaczyna produkować to, co Skenderaj przypomniał nam ponownie: że historia prawdziwej przemocy prawie zawsze zaczyna się od historii przemocy werbalnej.
Hysni Mehane i wszyscy, którzy używają dziś języka jako broni politycznej, muszą zrozumieć jedną rzecz: w Kosowie, zwłaszcza w Drenicy, Dukagji i Gjakovie, słowo nie wchodzi w pustkę. Spadają na wspomnienia wojny, grobowców, spalonych domów i ludzi, którzy są znani nie jako metafory, ale jako doświadczenie.
A ktokolwiek bawi się tym językiem, musi wiedzieć, że czasami nie prowokuje tylko do debaty. Obudził traumę. I trwa przemoc.











