COMMU NIZAM JEST ŚMIERĆ

Ben Blushi 35 lat temu, 9 grudnia 1990 roku, dziś rano chodziłem do wydziału, gdzie studiowałem, kiedy zobaczyłem protest. Około 200 studentów opuściło sypialnie Tirany i zablokowało drogę Elbasan. Zostaliśmy na skrzyżowaniu Lyceu na kilka godzin bez ruchu, [...]
Tu jest napisane: Ben Blushi
35 lat temu, 9 grudnia 1990, dziś rano, szedłem do wydziału, gdzie studiowałem, kiedy pierwszy raz zobaczyłem protest.
Około 200 studentów opuściło sypialnie Tirany i zablokowało drogę Elbasan.
Zostaliśmy na skrzyżowaniu Lyceu na kilka godzin, nie ruszając się, dopóki ktoś nie wystrzelił z broni w powietrze i nie uciekł, nie wiedząc, dokąd jedziemy.
W tamtych czasach był to ciągły deszcz, a wielu z tych, którzy uciekli z policji zostało na butach w błocie pomiędzy włoską i amerykańską ambasadą.
To najbardziej bolesna metafora Albanii.
Komunistyczna Albania była błotnistym polem na środku Zachodu.
błoto było symbolem zanurzenia, a obuwie symbolu wolności ucieczki.
Na szczęście udało mi się uratować moje krzywe buty, które zabrały mnie do nieznanego domu, gdzie zostałem dopóki policja nie wyjechała i droga się otworzyła.
Następnego dnia udałem się do miasta studenckiego jako setki studentów, którzy przez cztery dni umożliwili mi coś, co uważałem za niemożliwe.
Zdecydowano, że Albania będzie miała więcej niż jedną partię polityczną, a czwarta część tej partii została utworzona.
Wielu moich przyjaciół nigdy nie przyszło do miasta studenckiego.
Mieli komunistycznych rodziców lub rodziny, które nie zostały z powodu strachu.
Też nie miałam powodu, by tam być.
Moja rodzina była komunistką.
Mój dziadek przybył z Francji, by walczyć z faszyzmem w 1942 roku.
Jego brat zginął w demonstracji, a dziś jest w grobie męczenników Elbasan.
Moja babcia miała 18 lat.
Pochodzą ze średniej rodziny.
Stali się komunistami, sądząc, że ten porządek ochroni Albanię przed obcymi podbojami i nieszczęściem.
Mój dziadek był kierowcą z szóstką dzieci.
Był tam włoski samochód, który komunizm zastąpił ciężarówką, która rozdawała słodkie owoce Corche, kiedy była moc.
Nigdy nie została komunistką i nigdy nie powiedziała, że stary samochód jest lepszy od nowego.
Tak bardzo nas kochał, że narażał nasze życie na inwazję samochodu.
Mój ojciec przybył do Tirany jako pierwszy chłopiec wśród sześciorga dzieci.
Stał się komunistą jako człowiek, któremu ten system dał coś, czego nie miał.
Komunizm dał mu dom w Tiranie, gdzie pisał książki i robił wspaniałe filmy.
Nie byliśmy uprzywilejowaną rodziną, jak nie byliśmy prześladowaną rodziną.
Komunizm nie wziął żadnej własności, ponieważ my nie mieliśmy nic i nikt nie wsadził nas do więzienia.
Jak wszystkie systemy rządzące przez podporządkowanie, komunizm podzielił ludzi na dwie kategorie.
I tych, którzy jedzą dobre rzeczy, i tych, którzy jedzą złe rzeczy.
Moja rodzina była częścią drugiej.
Kiedy miałem 10 lat, wstałem o 16: 00, żeby kupić pół paczki masła, które tak mi się podobało i butelkę mleka, którego nie piłem.
Po południu, trzymałem się w kolejce, aby kupić ryby - zapach oleju, który zapalił sobat w suchych ubraniach, wraz z wilgocią butów złowionych w gwoździach.
Pojechałem na plażę pociągiem, i trzy miesiące mieszkałem z dziadkami w Korca z siedmioma osobami w kuchni.
Największym przywilejem jaki kiedykolwiek miałem było to, że mogłem czytać zakazane książki, które były obfite w moim domu.
Młodzież była nade mną, a satysfakcja, jaką otrzymałem z ich bezkarności, wydawała mi się najwyższym stopniem rozpowszechniania.
Nie żyłem dobrze, ale nie żyłem źle.
Z tych wszystkich powodów nie miałem powodu, aby jechać do Student City 9 grudnia 1990.
Największym cudem jest to, że nikt z mojej rodziny nie powiedział mi, dlaczego poszedłem do miejsca, gdzie system, w który wierzyli, upadł.
Gdyby partia polityczna została dziś stworzona, po turbulencjach na ulicy Elbasan, jak miało to miejsce w grudniu 1990 roku, nie wiem, jak cichy byłbym, zostawiając tam moje dzieci.
Mój ojciec nigdy tego nie robił.
Nie tylko, gdy pojechałem do studenckiego miasta, by zniszczyć imprezę, którą był członkiem, ale także, kiedy poszedłem do pracy w pierwszej opozycyjnej gazecie w Albanii.
Z oczu ludzi, których wtedy spotkałem, zdałem sobie sprawę, że mam trzy niedopuszczalne wady.
Urodziłem się w Tiranie i pochodzę z komunistycznej rodziny z południa.
Dla wielu studentów i dziennikarzy byłem idealnym wrogiem.
Byłem człowiekiem, który musiał zostać pokonany.
Kilka miesięcy później ukończyłem uniwersytet, a ostatni rząd komunistyczny wyznaczył mnie na nauczyciela w najgorszej wiosce Albanii w Iballi, Puka.
Iball utknął 6 miesięcy w śniegu.
To tam Migen był leczony przez gruźlicę, a ja nigdy nie poszedłem, bo upadł komunizm.
Jeśli ten barbarzyński system będzie kontynuowany, prawdopodobnie wrócę stamtąd do alkoholu lub więzienia.
To tam wykorzystałam upadek komunizmu.
Nie zostałem nauczycielem, ale wolnym człowiekiem.
Od tego czasu jestem przekonany, że komunizm zmarł w grudniu 1990 roku.
Komuniści mogą być, ale komunizm nie żyje.
Dziwię się, jak wielu ludzi przeklina tych, którzy nie kochają ich jako komunistów.
Powiedzenie komuś, że jesteś komunistą to jak mówienie bogatemu człowiekowi, że jesteś kretynem.
Dziś problemem Albanii nie są ani komuniści, ani demokraci.
Problem Albanii to idioci.
A idioci mogą być komunistami i demokratami, bo są idiotami.












